Fetusik

O ciąży dowiedzieliśmy się dosyć wcześnie, planowaliśmy ją od dawna, więc cieszyliśmy się niesamowicie. Rodzicielstwo bliskości jeszcze wtedy dla nas nie istniało. Jak to bywa w zwyczaju, dobre wieści przekazaliśmy tylko najbliższej rodzinie, a z wszelkimi zakupami też postanowiliśmy powstrzymać się do drugiego trymestru. Tak na wszelki wypadek. Już od pierwszego dnia po potwierdzeniu ciąży u lekarza czuliśmy że będzie to dziewczynka. Miała mieć na imię Pola, ale dostała imię robocze: Fetusik. Uwielbiałem do niej mówić, głaskać ją i słuchać z nią muzyki. Tata z bliska, typowy introwertyk potrafił mówić do małej fasolki i opowiadać, jak to będzie kiedy się już spotkamy.

Serduszko Fetusika przestało bić w 3 miesiącu. Dowiedzieliśmy się o tym w deszczowy piątek, którego ja osobiście nigdy nie zapomne. Już w sobotę rano byliśmy w szpitalu. Mama przepłakała całą noc, a ja tuliłem ją i głaskałem po głowie. Nie rozumieliśmy dlaczego tak się stało. Czy zrobiliśmy coś źle, czy czegoś nie zrobiliśmy. Szpital na szczęście nie był koszmarem, spotkaliśmy się tylko z dobrocią, serdecznością i empatią. Jeszcze tego samego dnia byliśmy w domu. Długo leżeliśmy przy sobie, rozmawialiśmy: o wszystkim i o niczym. Mama czasami pozwalał sobie na łzy, tata nie uronił ani jednej. Nie on teraz był najważniejszy, moja żałoba nie była dla mnie tak ważna, mogła poczekać. I poczekała: 3 miesiące. Tata płakał jak bóbr, teraz już rozumiał, pogodził się ze wszystkim, wszystkie inne żałoby się skończyły, więc teraz on mógł się pożegnać. W myślach nie widział Fetusika, tylko swój uśmiech który on wywoływał. Tęsknił bardzo.

Mniej więcej 12 miesięcy później przyszła na świat ‚Ryba’. Tata nie wie dlaczego kocha ją tak bardzo: czy to normalne, czy dzięki Fetusikowi. Jedno jest pewne, to on sprawił, że Tata nigdy nie odpuści okazji, żeby pobawić się z Rybą, nigdy nie jest zbyt zmęczony żeby ją ponosić czy poskakać z nią. Tata i mama wiedzą, że życie jest piękne i trzeba z niego korzystać.

Ryba ma już ponad 4 lata, a ja nadal zasfanawiam się, kim były ten Fetusik, jakim byłby dzieckiem, człowiekiem i jak by się śmiał kiedy chuśtam go aż po samo niebo.

Reklamy
Zwykły wpis

Każdy człowiek ma chwilę słabości. Niestety często za błędy rodziców płacą ich dzieci, nawet jeśli efekty tego nie są widziane od razu.

Szczególnie widać to w przypadku nawyków żywieniowych oraz siedzącego trybu życia. Dzieci są w tym przypadku programowane na niezdrowe jedzenie i siedzenie przed telewizorem, biorąc przykład z dorosłych, którzy nie dbają o to jak żyją i jedzą. Często też jedzenie jest traktowane jako nagroda, zarówno dla dzieci, jak i samych rodziców. To znów sprawia że dziecko do końca życia będzie kojarzyło czekoladkę czy batonik jako nagrodę i poprawiacz humoru.

Przypomnę sobie ten film następnym razem, kiedy będę chciał iść na skróty. Mam nadzieję, że wy też.

Ojcem być

Dzisiaj przytoczę coś co dostałem od mojej drugiej połówki, a ona znalazła na profilu Mateusza Grzesiaka

Ojcem być
Ojcem być, to odkładać pracę, gdy córka o coś prosi. Bo musi wiedzieć, że jest najważniejsza.
Ojcem być, to ją nauczyć pływać i jeździć na rowerze. To po to, by miała fundamentalne umiejętności życiowe, które są symbolami więzi z ojcem.
Ojcem być, to całować ją bez opamiętania kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. To po to, by żyła w poczuciu miłości, dzięki czemu będzie mogła kochać innych.
Ojcem być, to tańczyć z nią na golasa w mieszkaniu. To po to, by nie wstydziła się nigdy swojego ciała.
Ojcem być, to pokazywać jej miejsca, w których się kiedyś było. To dlatego, że musi poznać świat.
Ojcem być, to wyznaczyć jej granice. To po to, by czuła się bezpiecznie.
Ojcem być, to gotowość do oddania jej swojego życia w każdym momencie. To po to, by wiedziała, że idee są potężniejsze od lęku przed śmiercią.
Ojcem być, to zabierać ją wszędzie ze sobą. To po to, by poznała każdy aspekt życia.
Ojcem być, to czytać jej książki. To po to, by mówiła dobrze po polsku.
Ojcem być, to nie móc doczekać się, gdy się z pracy wróci do domu tylko po to, by ją zobaczyć. Dzięki temu będzie wiedziała, że jest komuś potrzebna.
Ojcem być, to stać się takim wzorcem męskości, by potrafiła potem wybrać dla siebie dobrego mężczyznę. To po to, by oszczędzić jej cierpienia własną ignorancją.
Ojcem być, to we właściwym momencie przestać za nią decydować i pozwolić na popełnianie własnych błędów. Dopiero to nauczy ją niezależności.
Ojcem być, to patrzeć na każdą kobietę poza żoną i matką jak na swoją córkę. I dawać jej taką samą miłość, szacunek, uznanie, choć w inny sposób niż własnemu dziecku. To po to, by być spójnym przykładem.
Ojcem być, to traktować należycie jej matkę. Dopiero wówczas nauczy się odpowiednich modeli komunikacji w związku.
Ojcem być, to pozostawać bezstronnym w jej sporach z matką. Brać stronę prawdy, a nie czyjegoś ego. To po to by wiedziała, że poza opiniami istnieje świat obiektywnej sprawiedliwości.
Ojcem być, to ulegać jej zachciankom. To po to, by wiedziała, że zasady są dla ludzi, a nie ludzie dla zasad.
Ojcem być, to wziąć na barki ideał i ciągle się potykać, wiedząc że idzie się jedyną słuszną drogą, choć nigdy nie osiągnie się tego idealistycznego celu. To po, by wiedziała, że należy mierzyć jak najwyżej.
Ojcem być, to zarabiać dla niej pieniądze. To po to, by dostarczyć jej tego w świecie materialnym, co jest potrzebne do jej rozwoju.
Ojcem być, to pokazywać ją z dumą całemu światu. To po to, by nauczyła się być inspiracją dla innych. Mam nadzieję, że jest teraz dla Was.
Jutro rano powiedzcie swoim dzieciom, jak bardzo je kochacie. I w ten weekend spędźcie z nimi bardzo wartościowy czas.

Zwykły wpis

Nauka emocji

Trochę Tata z Bliska zaniedbał bloga ostatnio, wiec mam nadzieje że moje staroroczne postanowienie mnie zmobilizuje do działania, bo tematów to pisania jest sporo.

Ryba jest już duża i jeśli ktoś w to nie wierzy, niech się jej spyta. Pewnego weekendowego popołudnia, Ryba przyszła do rodziców i zakomunikowała coś szokującego: „Ja duża, cyca nie”. Uśmiech na twarzy rodziców, wymieszał się z niedowierzaniem i lekkim strachem. Co ciekawe, byliśmy bardzo ostrożni, w tym co mówiliśmy przy niej i nigdy nie padły słowa wiążące „dużość” z „cycem”.

Do tej pory Ryba przy cycu robiła wiele kluczowych spraw: usypiała, spała, relaksowała się, uspokajała. Był on sporą częścią jej radzenia sobie z emocjami.

Tutaj pole do popisu dostał Tata. Ryba jest teraz w trakcie trudnej i ważnej lekcji życiowej, którą jest nauka radzenia sobie z emocjami. Jest ona na tyle trudna, że to my jesteśmy w niej nieświadomymi nauczycielami. Ku naszemu przerażeniu kopiuje ona nasze zachowania, ale też sama tworzy swoje, nowe. Złość to rzucanie podmiotem złości (jej autorskie), frustracja to samotność albo bliskość, smutek to minka i apatia. Taka nauka jest ciężka do obserwacji dla mnie jako rodzica. Nieraz chcę jej pomóc na siłę, ale już wiem że to nie działa. Jedyne co pewne to to, ze muszę być przy niej kiedy będzie mnie potrzebowała. Ona jest zdecydowanym dzieckiem, które przeprosi wtedy, kiedy ona czuje, ze chce przeprosić , ale nie boi się prosić o pomoc i bliskość. Najgorzej jest kiedy sama nie jest w stanie określić swoich potrzeb.

Usypianie to temat rzeka: ile ludzi tyle opinii. Ryby usypianie ma dwie twarze: jedna jest dla niani, druga dla rodziców. W tej pierwszej usypianie jest raczej powtarzalne: łóżeczko, książeczka i koniec. Kiedy jesteśmy tylko w zasięgu,  rytuał staje się troszkę bardzie skomplikowany. Pominę tutaj sytuacje ekstremalne jak usypianie w sekundę w samochodzie, czy półgodzinne po wyjątkowo ciężkim dniu. Przeważnie jednak z rytuałem wiążą się dwa rekwizyty w zależności od aktualnych preferencji: nosidło lub/i poduszka. Ryba przynosi poduszkę, kładzie się na niej i mamy kilku minutowy spacerek pomieszkaniu. Jest to z mojej obserwacji raczej jej sposób na wyciszenie się i relaks przed snem, niż sama metoda na usypianie. Czasami odbywamy ten rytuał nawet w ciągu dnia, kiedy potrzebuje się odprężyć. Całość brzmi trochę kłopotliwie, ale dla mnie jest to miły akcent na koniec dnia, kiedy mamy chwilę tylko dla siebie. Niemniej jednak chyba czas na jakieś alternatywne metody usypiania.

A jak wy radzicie sobie z usypianiem? Może jakieś podpowiedzi?

Zwykły wpis

Projekt 52

Tata z bliska nie robi i nie lubi noworocznych postanowień, zatem postanowił poczekać do 1 stycznia i opublikować TEGOroczne postanowienie.

Jako, że na Facebooku panuje teraz akcja czytania 52 książek w 2015 roku, ja postanawiam (fe!) o minimum 52 wpisach w tym roku. Zapewne będą pojawiać się w okolicach każdego weekendu i nawet jeśli nie objętością, na pewno powinny cieszyć jakością.

Część pierwsza już wkrótce.

Zwykły wpis

365 dni – wpis urodzinowy

Dzisiaj trochę egocentrycznie (nie mylić z egoizmem). Rzucają okiem na ostatnie 365 dni, muszę przyznać że przypominają mi się same miłe chwile. Tych gorszych było sporo, ale optymizm i wiara w siebie jako ojca jest we mnie silna.

Czuje że przez ten ostatni rok zbudowałem z Rybą więź, której życzę każdemu ojcu. W chwilach radości cieszymy się razem, w bólu wspieramy się, a kiedy się złościmy jesteśmy w stanie nadal być dla siebie, przepraszać i wybaczać. Chyba jak nigdy wcześniej jestem w stanie zerknąć na ostatnie 12 miesięcy i stwierdzić, że zrobiłem dla kogoś innego coś co ma znaczenie. Przy każdym kroku milowym w jej rozwoju. byłem obecny i wspierałem ją. Płakałem z nią kiedy była chora, nosiłem kiedy potrzebowała bliskości, czekałem za rogiem kiedy chciała zostać sama.

Ciesze się z tego, że nadal nie mam nic ważniejszego do roboty niż bycie ojcem dla Ryby. Ciesze się, kiedy o 4:00 w nocy tylko i wyłącznie ja mogę zrobić jej kanapkę i obrać ogórka. Tęsknie za nią jak głupi kiedy muszę wyjechać służbowo na tydzień.

Tegoroczny urodzinowy rachunek sumienia jest dla mnie wyjątkowy przyjemny.

Dziele się też z wami kilkoma rzeczami, które ostatnio mnie zainspirowały:

Zwykły wpis

NVC nadchodzi

Obrazek